OD 11.02.2011 FORUM PEŁNI WYŁĄCZNIE ROLĘ ARCHIWALNĄ. NIE JEST MOŻLIWA REJESTRACJA ANI DODAWANIE WYPOWIEDZI.
kognitywistyka.net: forum Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

 Ogłoszenie 
OD 11.02.2011 FORUM PEŁNI WYŁĄCZNIE ROLĘ ARCHIWALNĄ. NIE JEST MOŻLIWA REJESTRACJA ANI DODAWANIE WYPOWIEDZI.

Poprzedni temat «» Następny temat
WYCINANKI (z koszem na odpadki)
Autor Wiadomość
Tomasz Komendziński

Posty: 168
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-04-22, 21:38   WYCINANKI (z koszem na odpadki)

Witam,

nie bardzo wiedziałem, gdzie zamieścić uwagi do tekstu na stronie głównej i pomyślałem, że może przyda się miejsce, w którym ruchem nożyc będzie się oddzielało w informacjach pochodzących z różnych miejsc fakty od przekrętów i zmyśleń i wskazywało pomyłki. Pozostawiam decyzji Sławka jak to nazwać, gdzie umieścić i jaką nadać formułę (jeśli jest potrzeba takiego miejsca). Na starym forum było takie miejsce "prostowania".
Bezpośrednim powodem mojej uwagi była sprawa dość niewinna, ale chcę pokazać o czym myślę. Otóż na stronie głównej pojawiła się informacja Mózg przyłapany ... , w której Marek idąc za Anną Błońską i Kopalnią Wiedzy dał się uwieść sięgając (i słusznie) po jej tekst Zmysły oszukują mózg. Pomyłka jest śmieszna, bo z Jyoti Mishra (doktorantki z UCSD) zrobiono Pana ("Jak zauważa Mishra, brakowało jeszcze dowodu, że takie połączenie rzeczywiście przyspiesza komunikację. To właśnie udało się jego zespołowi."). Zresztą Mishra pojawia się w tekście podobnie tajemniczo jak w angielskim oryginale
How Sight and Sound Can Trick Your Brain. Nie wiadomo skąd się wzięła. Podobnie z tekstu Anny Błońskiej nie wiadomo dlaczego w nawiasie pojawia się "Journal of Neuroscience" (jeśli jest już nazwa pisma trzeba dać dokładny namiar, bo w przeciwnym przypadku wniosek może być niezamierzony). Przy okazji w oryginalnym tekście angielskim (zobacz link powyżej) też popełniono błąd odsyłając do "Journal of Neuroscience" z 12 kwietnia (co wyglądało dziwnie, bo wpis oryginału był robiony 11 kwietnia), a to numer pochodzący z 11 kwietnia 2007. Istnieje podejrzenie, że uchodzący za źródłowy tekst z www.livescience.com, niestety był dość słabo ugruntowany we właściwym tekście z Journal of Neuroscience. Dlatego też zapraszam do przeczytania tekstu Early Cross-Modal Interactions in Auditory and Visual Cortex Underlie a Sound-Induced Visual Illusion z The Journal of Neuroscience, April 11, 2007 • 27(15):4120–4131. Autorami są: Jyoti Mishra, Antigona Martinez, Terrence J. Sejnowski oraz Steven A. Hillyard.
Badania prowadzone były w ERP Laboratory (zachęcam więc uczestników dyskusji o ERP do przeczytania) kierowanego przez Stevena Hillyarda (zobacz ERP Lab ). W opracowaniu brał udział również znany Terrence J. Sejnowski. Dość trudno mi uwierzyć, że jest to zespół doktorantki (jak można sądzić z tekstu informacji), a łatwiej mi przychodzi na myśl formuła, że badania zostały wykonane w ERP Lab. Z kolei, aby rozstrzygnąć sprawę Jyoti Mishra to polecam jej stronę (Jyoti Mishra ) . Dla mnie nie ma wątpliwości.
Wszystko to zrobiłem po to, aby pokazać, że musimy uważać posyłając informacje dalej, bo ona często już na początku jest z błędami. Ja widziałbym też takie zadanie (jedno z wielu) przed wszystkimi, którzy spotykamy się na tym forum. Zawsze sprawdzajmy źródło. Odkryciami dzielmy się w postaci wycinanek.
W tym przypadku były to drobne pomyłki, dla mnie czytelne, ponieważ w następnym wcieleniu naukowym będę się zajmował (lepsze słowo i może bardziej odpowiednie – interesował – a, teraz się przygotowuje) percepcją multimodalną i multisensoryczną oraz integracją międzymodalną (na forum już o tym wspominałem). Z tekstu informacji możnaby sadzić, że dokonała się jakaś rewolucja, a takie badania dotyczące percepcji multimodalnej oraz integracji są już przez wiele lat prowadzone (np. Ch. Spence czy I. Driver). Podłączam tekst Multisensory perception: Beyond modularity and convergence (bo pojawia się tu feedback) i drugi Multisensory Integration and Crossmodal Attention Effects in the Human Brain (pośrednio związany z problematyką informacji ze strony głównej).
Zapraszam do wycinanek. Marku przepraszam, że to na Twojej informacji dokonałem operacji poglądowej. Pomyłka jest drobna, a mnie chodzi bardziej o pewną zasadę.

Pozdrawiam
 
 
Marek Kasperski


Posty: 168
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-04-22, 21:54   Re: WYCINANKI (z koszem na odpadki)

Tomasz Komendziński napisał/a:
Marku przepraszam, że to na Twojej informacji dokonałem operacji poglądowej. Pomyłka jest drobna, a mnie chodzi bardziej o pewną zasadę.


Trudno by obrażać się na fakty :)
Świetne sprostowanie! Dziękuję!

mk
 
 
Jan Wójcik

Posty: 100
Skąd: Kra
Wysłany: 2007-04-23, 09:15   Mózg przyłapany...

Odnośnie naszego newsa:
Cytat:
Wcześniej uważano, że komunikacja i wymiana danych między zmysłami zachodzi na wyższym poziomie, w swego rodzaju stacjach pośredniczących. Po ich przetworzeniu miały one być odsyłane z powrotem do jednego lub/i drugiego zmysłu –

Stacje pośredniczące to określenie rezerwowane zazwyczaj dla "niższego" poziomu - pnia mózgu i wzgórza. Trudno jednak jednoznacznie rozumieć to, co dziennikarz napisze, w dodatku zapewne nie mający bladego pojęcia o tym, o czym pisze. W każdym razie mój komentarz dotyczy tego, że prawdopodobnym wnioskiem z newsa ma być fakt, że kory pierwszorzędowe są wzajemnie połączone i to ma być przyczyną "szybkiej" "komunikacji"
Cytat:
Odkrycie Amerykanów pozostaje w zgodzie z wynikami wcześniejszych badań anatomicznych na małpach, które wykazało obecność ścieżek nerwowych łączących bezpośrednio korę wzrokową ze słuchową.

Tymczasem od dawna wiadomo, że zmysł słuchu i wzroku wzajemnie się przplata w swoich stacjach przekaźnikowych w śródmózgowiu (pień mózgu) i we wzgórzu, jeszcze za nim informacja dotrze do kory. Wspólne "połączenie" obu kanałów na tak wczesnym etapie przetwarzania informacji zapewnia przede wszystkim szybkie i sprawne odruchy wzrokowo-słuchowe. Wydaje się , że autor powołuje się na jakąś publikację, niestety jej nie czytałem, więc nie wiem do końca co chciał ów dziennikarz przekazać. W każdym razie opisywane tam zjawiska raczej nie stanowią "rewolucji". Kto wie, może w większym stopniu wynikają z artefaktów związanych z szybką prezentacją bodźców i są zupełnie zjawiskami laboratoryjnymi? Cóż, nie wiadomo.
 
 
Leszek Nowaczyk
Administrator


Posty: 765
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-05-28, 19:33   

Witam,

ostatnio miałem okazję uczestniczyć w szkoleniu, podczas którego prowadzący (zresztą bardzo sympatyczny), obwieścił, że według przeprowadzonych kiedyś badań stwierdzono, że ludzie czerpią informację od innych w następujący sposób: 7% ze słów, 38% z tonu głosu, a 55% z tzw. mowy ciała. Szkolenie było z emisji/ochrony głosu, więc taki argument zapewne bardzo prowadzącemu pasował :-)

Sęk w tym, że takie przedstawienie sprawy, bez żadnego dodatkowego komentarza jest oczywistą bzdurą (o czym kognitywiści - znający badania Alberta Mehrabiana świetnie wiedzą). Aż chciałoby się zapytać prowadzącego, np. o to, czy jest sens uczenia się języków obcych, skoro wystarczy wyszkolić się w rozpoznawaniu mowy ciała i interpretacji tonu głosu i jedyne, co stracimy z prowadzonego w ojczystym języku wykładu Węgra, czy Hiszpana, to marne 7% :-)

Chciałbym zaproponować, aby rozwinąć pomysł Tomasza i wykorzystać ten wątek także do "odkłamywania" popularnie głoszonych nonsensów z obszarów kognitywistycznych, choćby takich jak błędna interpretacja "reguły 7%-38%-55%". Jeśli ktoś z Forumowiczów spotkał się z czymś podobnym - niech zamieszcza sprostowanie w tym wątku - ku pożytkowi zaglądających na nasze Forum Gości :-)

A teraz konkurs bez nagród :-) kto zechce zamieścić wyjaśnienie, jak należy poprawnie interpretować regułę 7%-38%-55% ?

Pozdrawiam
 
 
Maria Borkowska


Posty: 491
Skąd: jest gdzieś lecz nie wiadomo gdzie
Wysłany: 2007-05-28, 20:46   

Heh ja na kursie szybkiego czytania słyszałam podobną rzecz, z tym że rozumienie słów miałoby stanowić... 4% Zauważcie, że gdyby było to prawdą, rozmowy przez net byłyby niemożliwe ;)
Jeśli już mowa o innych bzdurach procentowych to dorzucę jeszcze starą legendę o tym, że wykorzystujemy 10% mózgu.
pozdrawiam stuprocentowo
_________________
"Knowledge is not information, it's transformation."
 
 
janusz kamiński

Posty: 635
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2007-05-28, 20:51   

Witam,

to jest trochę tak, jak ze słynną ciekawostką, że zatrudniamy tylko 10% mózgu.
Odpowiedż jest: tak i nie. Również na wyjaśnienie nie czeka nagroda :-)

A dr Albert Merhabian chyba sam wytłumaczył znaczenie swych procentów?

Pozdrowienia

Ps. Ubiegłaś mnie Mario o 4 minuty, ale jako Damie oddaję Ci pierszeństwo :-)
Ostatnio zmieniony przez janusz kamiński 2007-05-28, 20:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Jarek Mazurek.


Posty: 700
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2007-05-28, 21:30   

Leszek Nowaczyk napisał/a:
..że ludzie czerpią informację od innych ...

Myślę, że należy i tutaj zastosować "zasadę względności" ::))
Jeśli ci ludzie to malarze, to pewnie większość informacji czerpią z oglądu (wykonanych przez kolegów malarzy prac, lub metod jakimi się posługują).
Jeśli muzycy, to ze słyszenia.
Jeśli to plemię w Amazonii to pewnie nie z czytania książek, itd.

Dodano:29.05.2007:
No tak. Nie doczytałem, że eksperyment dotyczył bezpośredniej interakcji.
Opis eksperymentu
Ostatnio zmieniony przez Jarek Mazurek. 2007-05-29, 16:55, w całości zmieniany 8 razy  
 
 
Leszek Nowaczyk
Administrator


Posty: 765
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-05-28, 22:18   

Witam,

Janusz Kamiński napisał/a:
A dr Albert Merhabian chyba sam wytłumaczył znaczenie swych procentów?


Problem polega na tym, że niewielu zna jego wytłumaczenie, a bardzo wielu skazanych jest na słuchanie powtarzanych często nonsensów na ten temat i może nawet nie podejrzewać, że coś jest nie tak - skoro jakiś pan czy pani wykładowca tak mówi ...

Nawiasem mówiąc, jeśli ktoś ma link do elektronicznej postaci oryginalnego tekstu Mehrabiana, przydałby się - zamiast obszernych wyjaśnień :-)

A informacja o mózgu wykorzystywanym w 10% faktycznie też krąży szeroko, przy czym głoszący ją dzielą się na pesymistów (twierdzących, że 5% do 10%) i optymistów (od 10% do 20%) :-)

Jarek Mazurek napisał/a:
Myślę, że należy i tutaj zastosować "zasadę względności"


Nie, Jarku, nie należy. Mehrabian prowadził konkretne badania i doszedł do konkretnych wyników. Wszyscy Ci, którzy posługują się liczbami wziętymi z tych badań bez przytoczenia tego, co było badane, popełniają nadużycie.

Pozdrawiam
 
 
janusz kamiński

Posty: 635
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2007-05-29, 06:46   

Witam i Pozdrawiam

Strona dr Mehrabiana to
http://www.kaaj.com/psych/
 
 
Jan Wójcik

Posty: 100
Skąd: Kra
Wysłany: 2007-06-03, 13:57   

Leszek Nowaczyk napisał/a:
A teraz konkurs bez nagród :-) kto zechce zamieścić wyjaśnienie, jak należy poprawnie interpretować regułę 7%-38%-55% ?

Dobra, dobra, Leszku, terrorysto, nie trzymaj nas dużej w niepewności! Podaj odpowiedź
:-)))
 
 
Leszek Nowaczyk
Administrator


Posty: 765
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-06-05, 14:13   

Witam,

od dwóch dni zwalczam ostrą infekcję wirusową, temperatura mi podchodzi pod 39 stopni więc proszę o trochę cierpliwości, bo jakbym teraz coś napisał, to sam Mehrabian by się nie połapał :-)

Pozdrawiam
 
 
Leszek Nowaczyk
Administrator


Posty: 765
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-06-08, 18:32   

Witam,

ponieważ nikt nie zamieścił do tej pory wyjaśnienia, jak interpretować wyniki badań Mehrabiana, napiszę kilka zdań na ten temat, chociaż niechętnie, patrz koniec wpisu.

Ujmując rzecz najprościej, jeśli za składniki komunikatu przekazywanego jednej osobie przez drugą przyjmiemy:
1) słowa (treść których słyszy adresat),
2)ton głosu, którym są wypowiadane i
3)mowę ciała nadawcy,
to, aby komunikat był oceniony jako wiarygodny/przekonywujący, owe trzy wymienione wyżej elementy powinny być spójne - coś w stylu "kocham Cię", powiedział namiętnie, zbliżając swe usta do jej ust :-)))

Mehrabian badał, co się dzieje u odbiorcy, gdy owe elementy będą niespójne, jak wpłynie to na wiarygodność przekazu, no i doszedł do swej reguły, że najmniej liczą się słowa (treść), dużo bardziej ton głosu i mowa ciała.

Liczyłem na to, że ktoś poda linka do elektronicznej postaci oryginalnych tekstów Mehrabiana z okresu, kiedy publikował wyniki tych badań (strona podana przez Janusza chyba ich nie zawiera albo nie znalazłem) ponieważ nie chcę popełnić sam błędu, który zarzucam innym, czyli pisania o czymś nie na podstawie źródeł. Należałoby bowiem jeszcze szerzej napisać o rodzaju komunikatów jakie badał Mehrabian. Myślę jednak, że dla zaspokojenia ciekawości powyższe wyjaśnienia powinny wystarczyć

Pozdrawiam
 
 
Marek_Pietraszczyk


Posty: 103
Skąd: United Kingdom
Wysłany: 2007-06-16, 21:27   

Ostatnio dostało mi się za to, że napisałem, iż wyróżnianie zmysłu kinestetycznego jest bez sensu. Ja jestem za tym, żeby trzymać się faktów: zmysły muszą być powiązane z percepcją, a więc receptorami, np. zmysł dotyku odbiera wrażenia z receptorów czucia powierzchniowego i głębokiego (proprioreceptorów). Po co tworzyć byty wtórne takie jak zmysł kinestetyczny ?

Cytat:
zmysł kinestetyczny, kinestezja, biol. zdolność oceny wzajemnego ułożenia i ruchu części ciała na podstawie znajomości schematu własnego ciała, zakodowanego w asocjacyjnych czuciowych obszarach kory mózgu©.
(Encyklopedia PWN, http://encyklopedia.pwn.p...1&co=KINESTEZJA )

Co o tym sądzicie ?
Pozdrowienia
 
 
Tomasz Kąkol


Posty: 43
Skąd: 3C
Wysłany: 2007-12-26, 17:04   

Witam i przepraszam z góry wszystkich, wobec których mam (pamiętam!) pewne zobowiązania - niestety u mnie w pełni wolnym dniem była jak na razie Wigilia. Ponieważ w niniejszym wątku od pewnego czasu nic się nie dzieje, co chyba świadczy bardzo dobrze (nie tolerujemy niesprawdzonych wiadomości), pomyślałem sobie, czy nie można by było umieszczać tutaj uwag o popularnych, ale nie zawsze godnych uwagi pozycjach. Na początek coś niezupełnie kognitywistycznego, raczej z embrioontoetyki, by tak rzec. Swojego czasu przeczytałem w jednym z czasopism filozoficznych (tytuł oczywiście pominę) pochlebną recenzję tej książki, w rezultacie kupiłem ją - niestety, rozczarowałem się. A o to dlaczego:

T. Kąkol

Kilka uwag o książce J. S. Trefila i H. J. Morowitza Jak powstaje człowiek? Nauka i spór o aborcję.

Niniejsze uwagi są poświęcone książce J. S. Trefila i H. J. Morowitza Jak powstaje człowiek? Nauka i spór o aborcję[1]. Nie będzie to pełna recenzja publikacji ani analiza Posłowia, w którym to autorzy podają swoje „osobiste poglądy” (s. 163). Rozważymy jedynie słabe pod względem logicznym punkty tej książki.
1. Autorzy uważają, że pytanie: „Kiedy zaczyna się życie jednostki ludzkiej?” -
jest „źle postawione”, bowiem „biolog nie może stworzyć definicji życia
jednostki ludzkiej”, nie chcąc „przekroczyć granic nauki” s. 20n). Przyjmując, że przez istotę ludzką rozumiemy członka „gatunku Homo sapiens” (s. 22), właściwe pytanie będzie brzmieć: „Kiedy płód uzyskuje te cechy, które w sposób szczególny odróżniają ludzi od innych istot żywych?” (s. 23), czyli kiedy „uzyskuje człowieczość” (s. 24). Określenie to ma oznaczać proces, „dzięki któremu w płodzie rozwijają się cechy wyróżniające ludzi lub wskutek którego istoty ludzkie jako grupa powstały w drodze ewolucji z prymitywnych przodków” (tamże). Kolejne zdanie parafrazuje pierwszy człon poprzedniego tak: „dzięki któremu pojedynczy płód staje się przedstawicielem naszego gatunku” - czyli, zgodnie z definicją - staje się istotą ludzką. Na s. 31 czytamy jednak, że termin „istota ludzka” określa, „że dany organizm spełnia pewne anatomiczne i genetyczne kryteria”. Dokładniej, „będziemy mówili, że istotą ludzką jest ktoś, kto ma identyfikowalne ludzkie DNA” (s. 31)[2]. Wynika z tego, że „istota ludzka istnieje od chwili poczęcia” (s. 31), ale wówczas płód nie musi
stawać się istotą ludzką („uzyskiwać człowieczość”), skoro już ją ma. Dalsze
wywody autorów świadczą o tym, że sprzeczność (s. 22 i s. 31) nie została
dostrzeżona.
2. Należy jednak zaznaczyć, że Trefil i Morowitz twierdzą, że „nie ma powodu,
dla którego nie miałoby być wielu równoważnych definicji człowieczości” (s.
32) [3]. Dlaczego? Bowiem to „nie implikuje niczego, jeśli idzie o aborcję”
(tamże). Takie stwierdzenie stawia pod znakiem zapytania charakter książki, jest
jednak częściowo zrozumiałe na tle uwag związanych z pojęciem osoby (s. 26-
29): osoba jest „terminem prawniczym”, dokładniej, jest jednostką prawną, która
jest „uznawana przez prawo za taką, która ma prawa i obowiązki”, w tym
fundamentalne prawo do życia. Ponieważ systemy prawne były i są różne, nie
jest to sprawa nauki. Mimo że wiele z nich „budzi grozę”, ma to źródło w
przygodnym fakcie życia w społeczeństwie, w którym „wyznajemy inny zespół
wartości”. Autorzy nie chcą na ten temat dyskutować, a jedynie liczyć się z
wartościami wysoko cenionymi w kulturze amerykańskej. Po co więc książka?
Aby „uwolnić publiczny dyskurs od zaabsorbowania poczęciem i narodzinami” (s. 34n). Idzie o „wybranie” jakiegoś momentu rozwoju płodowego, „zadeklarowanie, że jest szczególny, i posłużenie się nim jako wyznacznikiem bycia osobą” (s. 34), bowiem potrzebny jest kompromis związany z „konfliktem uprawnień” (s. 33).
Jednak z podanej na s. 26 definicji osoby wynika, że sprawa jest przesądzona
nie tylko dla płodów, ale i niemowląt, i wielu innych, którym trudno przypisać jakiekolwiek obowiązki.
3. Chociaż powyższe niekonsekwencje są, jak się wydaje, wynikiem zwykłego przeoczenia i jako takim można łatwo zaradzić, pozostają jednak inne problemy. Jak pamiętamy, pytanie o początek „jednostkowego życia ludzkiego” jest źle postawione. Jednak cały rozdział trzeci jest poświęcony polemice z poglądem mówiącym, że początkiem tym jest poczęcie. Pytanie przybiera tu postać: „Czy możliwe jest wyraźne wyodrębnienie poczęcia jako samodzielnego wydarzenia” (s. 54), a dokładniej, czy jest w ogóle taki moment, w którym „powstaje nowe życie” (s. 58). Otóż nie ma go: „Istotnie, z punktu widzenia biologa z chwilą poczęcia dwie istniejące poprzednio żywe rzeczy
[tj. gamety - TK] łączą się, aby uformować inną żywą rzecz
[tj. zygotę - TK]” (tamże). Być może, obserwując komórki pod kątem ich
podziałów i „jednoczenia”, niewiele ciekawego zauważamy. Co się jednak
dzieje (a raczej niedawno się działo) na poziomie organizmalnym? Oczywiście, coś nieco podobnego, tyle że (przynajmniej czasem) po to, „aby uformować inną żywą rzecz”, w przeciwieństwie do komórek, w odniesieniu do których operator celu („aby”) nie wydaje się być stosowny. Ta „inna żywa rzecz” to nowa jednostka ludzka, którego to terminu, wraz z podobnymi (pojedynczy płód, ludzki osobnik, pojedynczy człowiek, indywidualny płód ludzki, jednostkowy płód ludzki), używają autorzy w wielu miejscach (s. 24, 27, 50, 67, 89, 153). Dlatego też z pewnością „genetyczna niepowtarzalność jako taka i sama przez się nie
budzi szacunku” (s. 61), ale przez fakt, że mamy do czynienia z zygotą, z której ma się rozwinąć człowiek (a może i bliźnięta jednojajowe itp.), a nie nerka, marchewka czy nowotwór; zaś to, czy cały proces faktycznie dojdzie do końca, nie ma tu większego znaczenia, stąd trudno twierdzić, że jakiś „argument” został „osłabiony” (s. 62). Jednym z winowajców jest tu prawdopodobnie ekwiwokacja: Czytamy, że „w przyrodzie aborcje zdarzają się znacznie częściej niż w jakimkolwiek społeczeństwie ludzkim” (s. 63), podczas gdy w pozostałych partiach książki terminu „aborcja” używa się w jego zwykłym znaczeniu, to jest na określenie zamierzonego (umyślnego) pozbawienia życia ludzkiego embrionu czy płodu.
4. Jako „najczęstszy” argument za tezą, że życie ludzkiego indywiduum zaczyna się w chwili poczęcia, podają autorzy to, że tylko w przypadku zygoty ludzkiej można sądzić, że może z niej się „rozwinąć dorosły człowiek” (s. 59). Tymczasem „jest to tylko kwestia czasu” (s. 67), kiedy będzie możliwe wytwarzanie klonów - haploidalnych (genetycznie identycznych z gametą), nie tylko diploidalnych (genetycznie identycznych z organizmem
macierzystym). Wniosek: wówczas „niemoralne” byłoby niereprodukowanie ludzi w ten sposób, bo marnowalibyśmy „potencjalne życie” (np. komórki jajowe), a nawet należałoby rozpaczać nad każdą miesiączką (!) W rzeczywistości chodzi o rzecz stosunkowo dobrze znaną: życie jednostkowego człowieka można, jak się sądzi, sztucznie wytworzyć bez procesu zapłodnienia. Gdzie tkwi problem etyczny? Autorzy proponują wykonanie eksperymentu myślowego z probówkami: w jednej mamy zygotę, w drugiej żeńską gametę. Która z zawartości probówek ma prawo do „dostarczenia odpowiedniej aparatury” do przeżycia? (s. 67n). Odpowiedź brzmi, że albo obie, albo żadna, oraz, że prawo do
laboratorium partenogenetycznego (o którym zakładamy, że jest) ma pierwszeństwo przed prawem do „czyjegoś ciała” (tamże). Morał z tego ma być taki: „Jedynym sposobem
odróżnienia tych dwu sytuacji [tzn. ujęcia osobno kwestii zapłodnionej i
niezapłodnionej komórki jajowej - TK] jest wskazanie, że zygota jest już w
macicy i zawłaszczyła aparaturę. Lecz tego rodzaju argument najzwyczajniej
przesądza sprawę, na której koncentruje się dyskusja o aborcji, to jest kwestię
tego, kto ma prawo decydować o użyciu tej aparatury - kobieta czy płód?”
(s. 68).
Zygota oczywiście niczego nie „zawłaszcza”, płód zaś nie jest w stanie o niczym decydować. Krótko mówiąc, powyższy opis rzeczywiście przesądza sprawę, tyle, że w drugą stronę. „Szacunek dla potencjalnego życia” (s. 70) musi zaś polegać na czymś innym niż maksymalizacji reprodukcji wszelkimi możliwymi sposobami (i tu autorzy mają rację), tyle że powstaje pytanie, jaki to ma związek z twierdzeniem, że życie ludzkiego osobnika zaczyna się (znowu pamiętając o bliźniętach jednojajowych itp.) w chwili poczęcia.

Książka napisana jest przeważnie jasnym i prostym językiem; o jej przystępności może świadczyć dodatkowo zamieszczenie przez autorów czegoś w rodzaju krótkiego kursu biologii. Dlatego też wyżej wskazane mankamenty odcinają się wyraźnie od reszty książki.

Przypisy:

[1]H. J. Morowitz, J. S. Trefil, Jak powstaje człowiek? Nauka i spór o aborcję, przekład i wstęp: B. Szacka, Warszawa 1995
[2]Dostrzegając groźbę błędnego koła, autorzy dodają zaraz, że „bardziej precyzyjne określenie, co to znaczy,
stanie się możliwe wtedy, kiedy zakończone zostaną zaprojektowane badania dotyczące ludzkiego genomu”.
Ponieważ 26 czerwca 2000 roku ogłoszono, że znamy przybliżony układ nukleotydów dla około 85% ludzkiego
genomu, możemy przyjąć, że wiemy już, „co to znaczy”.
[3]o ile „równoważność” rozumieć jako „alternatywność”, na co wskazuje kontekst.
_________________
http://tomaszkakol.blog.onet.pl/ :)
Ostatnio zmieniony przez Tomasz Kąkol 2007-12-26, 17:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Maria Borkowska


Posty: 491
Skąd: jest gdzieś lecz nie wiadomo gdzie
Wysłany: 2007-12-26, 22:31   

Mit 10% wiecznie żywy

Cytat:
Okazało się, że nasz mózg jest niesamowitą skarbnicą wiedzy, o wręcz nieograniczonej możliwości pojmowania i zapamiętywania. Problem stanowi jedynie fakt, że nie potrafimy korzystać w niego w pełni. Niektórzy mówią o wykorzystaniu 10%, inni 5%, a jeszcze inni tylko 1% naszych zdolności.
_________________
"Knowledge is not information, it's transformation."
 
 
Leszek Nowaczyk
Administrator


Posty: 765
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-12-26, 22:56   

Witam,

fakt, bardzo często można się spotkać z podobnego typu stwierdzeniami. Nawiasem mówiąc, czy ktoś spotkał się kiedyś z uzasadnieniem, w jaki sposób obliczono te procenty?

Pozdrawiam
 
 
Jacek Podgórski


Posty: 226
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-12-26, 22:56   

Dla tych używających 10% mózgu ::DD polecam medytację, a poniżej link:
Are All Meditations the Same?

A tu inny link
Neuroscience For Kids http://faculty.washington.edu/chudler/tenper.html

Wiesz co Leszku dobre pytanie!

Wiem, że bożyszcze Sacksa - Luria zajmował się obliczaniem potencjału no i Eccles.
_________________
End of philosophy of mind is near ...
Ostatnio zmieniony przez Jacek Podgórski 2007-12-29, 20:07, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
Jarek Mazurek.


Posty: 700
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2008-10-16, 09:02   21 gramów duszy.

Do tego wątku nadaje się pierwsza część artykułu o duszy i "naukowych" próbach jej zważenia.
_________________
"...jeśli tylko potrafimy sobie coś wyobrazić, to prędzej czy później ktoś to zrobi..."
Ostatnio zmieniony przez Jarek Mazurek. 2008-10-16, 09:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Slawomir Wacewicz
Administrator


Posty: 1117
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-10-16, 22:41   

Myślę, że tak źle, to nie jest :) .

Do kosza z pewnością nadają się opisywane w tej części koncepcje, ale artykuł sam w sobie jest OK - ma wartość historyczną.
_________________
http://www.home.umk.pl/~wacewicz/
 
 
Jarek Mazurek.


Posty: 700
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2008-10-18, 10:54   

Tak, nie artykuł do kosza tylko (błędne) założenia i niewystarczający krytycyzm Duncana MacDougalla.
Wielokrotnie słyszałem o tym eksperymencie, ale nie potrafiłem tego wyjaśnić w dyskusjach o duszy.
_________________
"...jeśli tylko potrafimy sobie coś wyobrazić, to prędzej czy później ktoś to zrobi..."
Ostatnio zmieniony przez Jarek Mazurek. 2008-10-18, 10:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Support forum phpbb by phpBB Assistant
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xandgreen created by spleen modified v0.3 by warna

CogNews.net




Patronat Medialny kognitywistyka.net

patronat medialny

patronat medialny


Dni Mózgu 4

patronat medialny


Ways to protolanguage